Przeskocz do treści

Czy katolicy wierzą w Sola Scriptura?

WSTĘP 

Wielu protestantów, którzy doszli do jedności z Kościołem Katolickim, wspomina, że kluczowym elementem układanki był dla nich problem autorytetu. Inne kwestie, jak wzajemne umiejscowienie wiary i uczynków, sakramenty, czyściec czy nawet dogmaty maryjne, choć były czasem mniejszymi lub większymi przeszkodami w „drodze do domu”, miały jednak najczęściej znaczenie drugorzędne.
Różnicę w podejściu do kwestii autorytetu między katolikami a protestantami, ci ostatni starają się uwypuklić poprzez jedno z pięciu głównych haseł reformacji: „Sola Scriptura”, czyli „Tylko Pismo”. Zasada ta ma tak fundamentalne znaczenie dla praktyki protestanckiej, że z pewnością będzie potrzeba kilku postów, by naświetlić ją z różnych stron: co mówi na ten temat samo Pismo Święte; jak funkcjonował Kościół przed upowszechnieniem się Nowego Testamentu; skąd wiemy, które księgi wchodzą w skład Biblii; jak ta zasada jest stosowana w praktyce i jakie to niesie skutki dla jedności chrześcijan; czy też jak sami protestanci różnią się w jej rozumieniu. W tym i kolejnym poście zajmiemy się tylko jednym aspektem Sola Scriptura, a mianowicie, czy i w jakim zakresie zasada ta jest uznawana przez katolików.

TREŚĆ ZASADY SOLA SCRIPTURA

Dużą trudność przy rozważaniu zasady Sola Scriptura stanowi to, że choć wszyscy protestanci się pod nią podpisują, to jednak znacznie różnią się między sobą w jej interpretacji, a ponadto dość trudno znaleźć w źródłach protestanckich jej wyjaśnienie, które wykraczałoby poza bardzo dużą ogólnikowość. Na podstawie materiałów zamieszczonych na jednej ze stron protestanckich można przyjąć następujące sformułowanie (na tyle ogólne, że podpisałaby się pod nim zapewne większość protestantów):

Pismo Święte, jako natchnione przez Boga, posiada nadrzędny autorytet. Jest ostateczną instancją, do której można się odwołać we wszelkich kwestiach doktrynalnych i moralnych. Tylko Biblia jest nieomylna.

Czy katolik mógłby się pod tym podpisać? Nie – lecz nie tyle ze względu na najgłębszą warstwę treściową tej zasady, co na przedziwny sposób jej sformułowania. Rozważmy zatem szczegółowo poszczególne zdania z katolickiego punktu widzenia.

ROZUMIENIE KATOLICKIE

Pismo Święte, jako natchnione przez Boga, posiada nadrzędny autorytet.

Katolicy także uważają, że wyłącznie Pismo Święte jest natchnione przez Boga. Wszelkie orzeczenia soborów powszechnych czy papieskie wypowiedzi ex cathedra nie mają tego waloru i nie mogą się równać z Biblią. Katolicy wierzą, że są one ustrzeżone przez Boga od błędów doktrynalnych, ale to daleko mniej od uważania ich za natchnione. Dowodem na zupełnie wyjątkową i szczególną rolę Pisma Świętego w Kościele Katolickim jest choćby to, że wyłącznie fragmenty biblijne są czytane w czasie mszy. Przepisy liturgiczne wykluczają możliwość zastąpienia ich fragmentami encyklik papieskich czy dokumentów soborowych. Tylko po czytaniach biblijnych następuje proklamacja „Oto słowo Boże” lub „Oto słowo Pańskie”.
Ponadto katolicy – dokładnie tak samo jak protestanci – uważają, że Pismo Święte jest żywe, tzn. Bóg wykorzystuje je, żeby przemawiać indywidualnie do każdego człowieka. Na przykład w czasie spotkań parafialnych grup małżeńskich z Domowego Kościoła (jeden z popularnych ruchów katolickich; w Polsce liczy więcej członków niż wszystkie wspólnoty protestanckie razem wzięte), jednym z elementów jest rozważanie Słowa Bożego. Polega ono na odczytaniu fragmentu Pisma Świętego, przeważnie Ewangelii, a następnie odniesieniu usłyszanych słów do własnego życia. Uczestnicy spotkania po kolei dzielą się z innymi swoimi refleksjami na temat danego fragmentu, zaczynając zwykle swoją wypowiedź tymi lub podobnymi słowami: „Dziś, poprzez Swoje Słowo, Bóg zwrócił mi szczególną uwagę na następującą kwestię w moim życiu…”
Zatem pod pierwszym zdaniem katolicy mogliby się generalnie podpisać. Żadne spisane teksty, nawet te nieomylnie przekazujące prawdy wiary, nie mają autorytetu, który mógłby się równać z Pismem Świętym.

Pismo Święte jest ostateczną instancją, do której można się odwołać we wszelkich kwestiach doktrynalnych i moralnych.

Czy katolicy odwołują się do Biblii w kwestiach doktrynalnych i moralnych? Ależ oczywiście. Już od pierwszych soborów wywodzono prawdy wiary z Biblii oraz sprawdzano, czy sformułowania doktrynalne nie są z nią sprzeczne. To nie zmieniło się do naszych czasów. Także proklamacja dogmatów maryjnych, a niedawno ostateczne rozstrzygnięcie kwestii dopuszczalności święceń kapłańskich kobiet były poprzedzone wnikliwą analizą Pisma Świętego. Naturalnie Kościół Katolicki nie uważa, że w toku rozwoju doktryny chrześcijańskiej nie można dojść do pogłębionych i logicznie wypływających z Biblii wniosków, które wykraczają poza literalną warstwę tekstu. Gdyby było inaczej, należałoby odrzucić nawet dogmat o Trójcy Świętej, bo choć w Piśmie Świętym są mocne przesłanki za tą koncepcją, to jednak rację mają protestanccy unitarianie, że Biblia nie jest w tym zakresie wystarczająco jednoznaczna czy klarowna. Jednak żadna prawda dotycząca wiary lub moralności nie może być sprzeczna z Pismem Świętym, a wręcz musi stanowić rozwinięcie zawartych w nim przesłanek.

Tylko Biblia jest nieomylna.

To, co uniemożliwia katolikom przyjęcie zasady Sola Scriptura w zacytowanej wyżej wersji, to kwestia Biblii jako „instancji, do której można się odwołać” oraz „nieomylności” Biblii. Dla katolików na płaszczyźnie Bożej jest to bowiem bałwochwalstwo, a na płaszczyźnie ludzkiej – czysta utopia. Ale tym zajmiemy się już w kolejnym poście.

Romanocentryzm

Kiedy słucha się kazań pastorów, zwłaszcza ewangelikalnych, to z reguły nie potrafią się oni powstrzymać od rzucanych jakby mimochodem uszczypliwych odniesień do Kościoła Katolickiego. Co ciekawe, nie działa to w drugą stronę. W treści homilii katolickich niezmiernie rzadko spotyka się jakiekolwiek nawiązania do protestantyzmu. I nie dotyczy to wyłącznie Polski. W Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieje swoista równowaga między katolikami a protestantami, jest dokładnie tak samo: księża katoliccy zwykle znacznie mniej czasu poświęcają błędom protestantyzmu niż pastorzy protestanccy błędom, które ich zdaniem cechują katolicyzm.

Także wielu szeregowych protestantów stale doskonali argumenty przeciw katolicyzmowi. Dyskusje z katolikami zaczynają czasem uważać za ewangeliczne posłannictwo. Zwykle koncentrują się przy tym na pewnych typowych tematach, takich jak zarzut zyskiwania zbawienia uczynkami, tworzenie obrazów i posągów, cześć oddawana Matce Bożej i świętym czy grzeszność wielu papieży (jako argument przeciw czuwaniu Ducha Świętego nad przekazem wiary w Kościele Katolickim), a czasem jeszcze spowiedź sakramentalna czy „kult opłatka”. Bardziej zaawansowani w kwestiach doktrynalnych, jeśli trafią na rozmówcę na odpowiednim poziomie, dorzucają jeszcze do tego rzekomą zmienność nauki katolickiej, przy czym i w tym wypadku lista zarzutów jest raczej wąska i najczęściej obejmuje zbawienie heretyków, limbus czy wolność religijną. Jeżeli dyskusje merytoryczne nie przynoszą rozstrzygnięcia, to często dyskusja schodzi na antykatolickie mity historyczne, takie jak diabelska inkwizycja, wspieranie Hitlera w czasie wojny, rzeź Indian, krwawe prześladowania protestantów, palenie czarownic czy też nieco bardziej fantastyczne, jak założenie Kościoła Katolickiego przez Konstantyna czy zakaz czytania Biblii (wszystkie, jak Bóg pozwoli, zostaną stopniowo na tym blogu omówione).

Zachowanie większości katolików wierzących i świadomych tego, w co i dlaczego wierzą, jest najczęściej odmienne. Uwierzywszy, że Chrystus działa poprzez widzialny Kościół (Katolicki), koncentrują się raczej na zgłębianiu nauki tegoż Kościoła niż na dysputach teologicznych z protestantami, które traktują generalnie jako jałowe. Tym zajmują się tylko nieliczni – i to przeważnie z pobudek apologetycznych, tj. dla prostowania błędnych wyobrażeń o Kościele Katolickim, a nie dla nawracania protestantów. Dysproporcja w liczbie chętnych do polemik doktrynalnych staje się jeszcze bardziej widoczna, gdy uwzględnimy liczebność protestantów i katolików w Polsce (nawet zawężając liczbę tych ostatnich do członków ruchów i stowarzyszeń katolickich czy ludzi w inny sposób głęboko zaangażowanych w życie Kościoła).

Jak nie ma chętnych do rozmowy katolików, protestanci często spierają się między sobą. W pewnym sensie nie odbiegają w tym od katolików, których też rozgrzewają „dyskusje w rodzinie”, choćby między tradycjonalistami a zwolennikami bardziej nowoczesnych form liturgii czy też na tematy ideałów życia małżeńskiego i rodzinnego. Z tym, że przedmiot tych sporów i charakter argumentów jest odmienny. U katolików dyskusje dotyczą generalnie praktyki życia chrześcijańskiego, podczas gdy u protestantów przeważają spory doktrynalne: między unitarianami a wierzącymi w Trójcę Świętą, między zwolennikami predystynacji a arminianami (czyli, upraszczając, między tymi, którzy wierzą, że Bóg niektórych wybiera do zbawienia, a tymi, którzy sądzą, że Bóg pragnie zbawienia wszystkich) bądź między zwolennikami a przeciwnikami chrzczenia dzieci. Jako że protestanci na własnym podwórku są zaprawieni do obrony swoich pozycji doktrynalnych (podważanych przez innych protestantów), to trudno im czasem zrozumieć, że dla katolików znajomość argumentacji przemawiającej za poszczególnymi dogmatami nie ma aż takiego znaczenia; katolicy, bowiem, wierzą nie tyle osobno w każdą konkretną prawdę wiary, lecz zbiorczo przyjmują autorytet założonego przez Chrystusa Kościoła w nieomylnym rozstrzyganiu zawiłości doktrynalnych.

W dyskusjach między katolikami a protestantami jest jeszcze jedna widoczna różnica we wzajemnym nastawieniu. Z punktu widzenia protestantów, katolicy grzeszą w nich często pychą, bo głoszą poglądy z nie dopuszczającym żadnych wątpliwości przekonaniem. Wynika to oczywiście z tego, że podświadomie czują za sobą nieomylny autorytet Kościoła – z tym że nie powinno to być nigdy usprawiedliwieniem dla traktowania rozmówcy z góry. Jednak u protestantów często pojawia się inny element: z trudem skrywana niechęć do „bałwochwalców”. Jeżeli katolicki rozmówca potrafi przystępnie i zrozumiale wyjaśnić, z jakich przesłanek wynika nauczanie Kościoła Katolickiego, to w wielu wypadkach dochodzi do erupcji inwektyw, a generalna niechęć protestantów ustępuje czasem miejsca szczerej i gwałtownej nienawiści. Choć takie postawy zdarzają się niekiedy i po katolickiej stronie, to jednak nie ma tu symetrii. Czy to w Polsce, czy w USA nie tak łatwo spotkać katolików, także wśród konwertytów z protestantyzmu, którzy by tak emocjonalnie podchodzili do protestantów. Wystarczy jednak wejść na pierwsze lepsze forum protestanckie, by napotkać ludzi, którzy wprost tryskają jadem wobec Kościoła Katolickiego. Najczęściej wywodzą się oni spośród tych, którzy niegdyś byli nominalnymi katolikami.

Skąd zatem bierze się u licznych protestantów ta potrzeba ciągłego określania się względem katolicyzmu, czyli właśnie ów tytułowy romanocentryzm, który w skrajnych przypadkach przybiera znamiona obsesji? Nasuwają się tu dwa wyjaśnienia: ludzkie i Boże.

(i) Katolicy wierzą, że ich Kościół jest tym jedynym widzialnym Kościołem, który trwa w nieprzerwanej ciągłości od czasów Jezusa i apostołów. Doświadczając owoców więzi z Bogiem w swoim życiu nie odczuwają zatem dodatkowej potrzeby uzasadniania, że ich wybór denominacji jest tym właściwym. Wynika to bowiem dla nich z samego bycia katolikiem. Natomiast z bycia protestantem jeszcze nie wynika, że wspólnota, z którą dana osoba jest aktualnie związana, jest na pewno najbliższą prawdy wspólnotą chrześcijańską na świecie. Typowe dla wielu protestantów są kolejne zmiany denominacji w miarę, jak ewoluują ich poglądy teologiczne. Fora protestanckie pełne są byłych adwentystów, byłych arminian czy byłych zielonoświątkowców, którzy po pewnym czasie przeszli na inne pozycje w ramach protestantyzmu. W tej sytuacji kluczowym wyróżnikiem bycia protestantem staje się nie przynależność do danej wspólnoty denominacyjnej (uznawana za mniej lub bardziej tymczasową), ale raczej bycie nie-katolikiem. Stąd potrzeba potwierdzania swojego wyboru poprzez ciągłe odcinanie się od katolicyzmu, niestety często według schematu:

Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak ten katolik – Ups! – jak ten celnik. [Łk 18,11]

(ii) Istnieje jednak także drugie, bardziej pozytywne wyjaśnienie. Otóż jako chrześcijanie zakładamy stały dialog Boga z człowiekiem, stałe delikatne podsuwanie przez Boga pewnych tropów, które mają nas doprowadzić tam, gdzie On chce. Można zatem wierzyć, że ów uporczywy romanocentryzm, nawet jeżeli przepełniony negatywnymi emocjami, jest w istocie widzialnym efektem działania Ducha Świętego, który w naturalny sposób budzi w chrześcijanach tendencje dośrodkowe i czasem nie w pełni uświadomione pragnienie jedności. Czasem nie sposób oprzeć się wrażeniu, że potrzeba ciągłego negatywnego definiowania się względem Kościoła Katolickiego może być w istocie zewnętrzną oznaką pewnego wewnętrznego i nie w pełni uświadomionego niepokoju – wzbudzanego przez Ducha Świętego – który będzie trawić duszę człowieka dotąd, dopóki nie wróci do domu. Liczne świadectwa amerykańskich protestantów, którzy doszli do pełnej jedności z Kościołem Katolickim, zdają się to potwierdzać. U wielu z nich, proces konwersji zaczął się bowiem od studiowania nauki katolickiej po to, by ją jeszcze skuteczniej zwalczać. Odczuwali oni gwałtowną potrzebę nawracania katolików z ich błędów, lecz im dłużej to czynili, tym bardziej Duch Święty obalał ich fałszywe wyobrażenia.

Cieszmy się zatem i radujmy, gdy dostrzegamy u braci odłączonych objawy romanocentryzmu – nawet przybierającego formę agresywnego zwalczania nauki Kościoła Katolickiego – dostrzegając w tym paradoksalnie działanie Ducha Świętego i pamiętając, że Bogu mili są właśnie ci, którzy reprezentują skrajne postawy (zimni i gorący), bo o ile szczerze wsłuchują się w Jego wolę, to On sam z czasem doprowadzi ich do pełni jedności.

List intencyjny

W polskim internecie istnieje wiele witryn i blogów, które są w całości lub w sporej części poświęcone ekumenizmowi. Na tym blogu temat ten będzie jednak poruszany w odmiennym ujęciu – w duchu modlitwy naszego Pana, Jezusa Chrystusa:

Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. [J 17,20-21]

W braciach protestantach widać działanie Boga. Często Bóg może skłonić serce człowieka do siebie tylko poprzez całkowitą zmianę „otoczenia kościelnego” i pewną świeżość głoszenia Ewangelii. Taki człowiek nie jest już w stanie usłyszeć wołania Boga w Kościele Katolickim, ale Bóg potrafi do niego dotrzeć poprzez ewangeliczną gorliwość protestantów. Jednak z czasem wśród wielu, których wiara wyrosła lub zmartwychwstała w środowisku protestanckim, narasta rozbudzane przez Ducha Świętego rosnące pragnienie jedności. I wtedy Nieprzyjaciel stara się je zagłuszyć, mnożąc fałszywe wyobrażenia na temat doktryny katolickiej czy ukazując jednostronnie negatywny wizerunek Kościoła Katolickiego. Treści prezentowane na tym blogu będą służyć obalaniu tych murów, które oddzielają poszukujących od powrotu do domu, jakim jest widzialny Kościół założony przez Jezusa.

Wpisy będą pojawiały się mniej więcej raz w tygodniu, w okolicach weekendu. Założenie jest bowiem takie, że ile słów, tyle modlitwy. Łatwo i przyjemnie jest bowiem popisywać się elokwencją. Nie wolno jednak nigdy zapomnieć, że w ostatecznym rozrachunku to Bóg zaszczepia w ludziach pragnienie jedności i tylko On – a nie nasze mniej lub bardziej nieudolne słowa – może kogoś doprowadzić do Kościoła Katolickiego. Modlitwa o jedność chrześcijan, w takim samym wymiarze czasowym jak czas poświęcony na przygotowanie wpisów, będzie zatem najskuteczniejszą lekcją pokory, a zarazem prośbą do Boga o poruszenie serc osób odwiedzających ten blog.

Komentarze będą ściśle moderowane. Należy się liczyć z tym, że niektóre z nich nie zostaną zatwierdzone. Celem tego bloga nie są bowiem dyskusje doktrynalne, które często zaciemniają istotę sprawy i przekształcają się w pingpong na cytaty biblijne – właściwym miejscem na takie zażarte polemiki są katolickie i protestanckie fora dyskusyjne – lecz klarowne wyjaśnienie pewnych kwestii, co zainteresowanym może pomóc w dojściu do pełnej jedności.

Jednak nie będzie to blog czysto apologetyczny. Będą na nim zamieszczane także informacje z życia wspólnot protestanckich w Polsce i na świecie, które niekiedy z trudem przebijają się do wiadomości publicznej. Czasem poruszane będą też kwestie historyczne, bo niekiedy to one bardziej niż zagadnienia doktrynalne utrudniają powrót do pełnej jedności. Przybliżane będą też treści z blogów anglojęzycznych, zwłaszcza świadectwa „powrotu do domu”, które w Polsce ze względu na ciągle istniejącą barierę językową pozostają nadal mało znane.

Zasadniczo wpisy będą zatem należeć do następujących kategorii:
– Nauka Kościoła
– Historia
– Świadectwa jedności
– Bracia odłączeni
– Inne

Dlaczego w ogóle powinniśmy dążyć do widzialnej jedności? Dlaczego nie możemy po prostu wzrastać w różnych wspólnotach chrześcijańskich, pogłębiając w nich naszą więź z Bogiem? Zostawiając na boku kwestię pełni prawdy i pełni środków uświęcenia i zbawienia, jakie w swoim zamyśle zostawił nam Pan Jezus, odpowiedzi udzielił On sam w cytowanym na wstępie fragmencie. Mamy stanowić jedno po to, żeby świat uwierzył w posłannictwo Jezusa! Brak widzialnej jedności i rozbicie chrześcijan to jedna z największych, o ile nie największa, bariera dla przekonującego świadectwa i skutecznego głoszenia Ewangelii.

Wspólnoty protestanckie czynią wiele dobra i mają w zamyśle Bożym swoje miejsce – z pewnością swoisty plan B, czy też plan awaryjny, dla wielu ludzi. Jednak z czasem, zwłaszcza wspólnoty nurtu ewangelikalnego i zielonoświątkowego zaczynają się często koncentrować nie na głoszeniu Dobrej Nowiny ludziom oddalonym od Boga, a na podgryzaniu przy każdej okazji Kościoła Katolickiego i „nawracaniu” katolików. A z kolei tradycyjne Kościoły protestanckie, zwykle zaangażowane w ekumenizm i mające znacznie bardziej wyważony stosunek do Kościoła Katolickiego, niestety często przodują w coraz dalszym odchodzeniu od tradycyjnych zasad Ewangelii, co nawet inni protestanci zaczynają określać mianem apostazji czy też post-chrześcijaństwa. Wydaje się, że w takich przypadkach całkowicie wyczerpuje się rola wspólnot protestanckich w planie Bożym, a z całą mocą zaczyna się do nich stosować poniższa przestroga:

Kto nie zbiera ze Mną, rozprasza. (Łk 11,23)

Wtedy najwyższy czas wracać do domu, w czym ten blog będzie się starał być pomocny.